Od pobytu w Rydze minęło już naprawdę dużo czasu, ale kiedy teraz, opatulona kocami i z gorącą herbatą w ręku, patrzę na zdjęcia, pamiątki przywiezione stamtąd wydaje mi się, jakbym to wczoraj przechadzała się bulwarami nie ustępującymi niczym tym paryskim i podziwiała secesję nie gorszą niż ta w Barcelonie.

Pierwszą rzecz, jaka nas uderza od razu po wyjściu z autobusu jest wszechobecny rosyjski. Zdziwione, szukamy dodatkowych informacji na ten temat i dowiadujemy się, że w samej Rydze mieszka mniej więcej 40% Rosjan. Przeczytałam w jakichś wspomnieniach, że Ryga to jedyne europejskie miasto byłego Związku Radzieckiego, a przyjazd tutaj zawsze był postrzegany jako awans. Z drugiej strony przesiedlanie Łotyszy w inne rejony imperium należało do polityki władz, więc nic dziwnego, że doszło do takiej sytuacji. Co ciekawe w 1991 roku wielu mieszkańców Łotwy deklarujących bycie Rosjanami opowiedziało się za odłączeniem od ZSRR. Z drugiej strony do dziś sytuacja Rosjan mieszkających na Łotwie jest dość skomplikowana: często nie mają nadanego obywatelstwa łotewskiego, ponieważ nie znają języka.


W przewodniku możemy przeczytać, że
Stara Ryga stanowi po dziś dzień niezaprzeczalne serce miasta, skupiające niemal cały ruch turystyczny i życie towarzyskie mieszkańców. To fakt. To fakt i błąd. Starówka jest oczywiście bardzo ładna, warto przespacerować się po niej, zajrzeć na malowniczy
Plac Liwski i wyszukać chyba najbardziej znaną kamienicę Rygi – żółty budynek z symbolem miasta u szczytu – czarnym kotem. Następnie można skierować się w stronę
Trzech braci – najstarszych kamienic miasta. Ciekawą historię ma także
Plac Ratuszowy – kompletnie zniszczony podczas II wojny światowej i zrekonstruowany dopiero na początku XXI wieku. Obok rynku znajduje się niezwykle interesujące i poruszające
Muzeum Okupacji Łotwy (wstęp bezpłatny), które wszystkim bardzo polecam. Zawiera mnóstwo materiałów, zdjęć, plakatów, dokumentów, w tym drobny polski akcent – plakat Solidarności. Jestem pewna, że warto też zobaczyć
Muzeum Narodowe Łotwy, nam niestety nie starczyło na to czasu, czego bardzo żałuję, bo przeglądając foldery dotyczące Rygi natknęłam się na malarstwo
Janisa Rozentāla, którego obrazy można odnaleźć właśnie w tym muzeum.

Starówka jest ładna, ale dla mnie creme de la creme tego miasta stanowi dzielnica secesyjna. Po zwiedzeniu starej części Rygi warto przejść się słynnymi bulwarami, po drodze na pewno napotkamy znany mostek z kłódkami oraz ogromny
Pomnik Wolności. A stamtąd już naprawdę blisko do prawdziwego skarbu tego miasta. Na mapie należy namierzyć słynną
ulicę Alberta i zmierzając w tym kierunku podnieść głowę wysoko do góry i podziwiać. Większość budynków w okolicy tej ulicy to dzieło inżyniera niemającego nawet uprawnień architekta
, Michaiła Eisensteina. Zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa, Michaił to ojciec Siergieja, słynnego radzieckiego reżysera. Gdy zobaczyłam te kamienice to naprawdę nie wiedziałam, co powiedzieć i co fotografować. Wiedziałam, że w Rydze jest ładna secesyjna dzielnica, ale nie sądziłam, że po spędzeniu dwóch tygodni w Barcelonie coś będzie mnie w stanie jeszcze zaskoczyć.

Wiele kamienic jest niestety w dość opłakanym stanie, ale widać, że władze Rygi, mimo ogromnych kosztów, jakich wymaga renowacja, starają się je odnawiać. Zresztą te budynki i tak miały dużo szczęścia, bo przetrwały bez większych uszkodzeń czasy ZSRR, chociaż uważano je za
wytwór chorego burżuazyjnego smaku i przykład estetycznego zepsucia „schyłku kapitalizmu”… ;) Oprócz samego podziwiania fasad warto też odwiedzić
Ryskie Muzeum Secesji przy ulicy Alberta 12. Bilet jest niedrogi, a w środku można zobaczyć wnętrze mieszkania urządzonego oczywiście w secesyjnym stylu (mieszkanie przypomina to zaprojektowane przez Gaudiego z La Pedrera z Barcelony). Naprzeciwko muzeum znajduje się sklep z secesyjnymi souvenirami i nawet jeśli nie mamy zamiaru niczego kupować to warto tam zajrzeć, bo miejsce jest naprawdę urocze. Można tam nabyć przeróżne rzeczy, od zastawy stołowej poprzez lampy, dywaniki aż po puzzle, pocztówki, długopisy, zakładki, książki czy stare zdjęcia.

A to jeszcze nie koniec ukrytych skarbów Rygi. Bez wątpienia należy zajrzeć do
Ryskiej Akademii Sztuk Pięknych, która mieści się w budynku dawnej Szkoły Handlowej, uważanym za najwybitniejsze dzieło neogotyku w mieście. Wnętrze nie było odnawiane od lat i kojarzy mi się trochę z siedzibą wrocławskiej architektury, ale przede wszystkim warto zwrócić uwagę na przepiękne secesyjne witraże.
A na koniec, wracając do centrum proponuję odnaleźć Splendid Palace, przepiękne kino, o którym mieszkańcy miasta mówią, że jest najpiękniejsze na świecie. Nie wiem czy najpiękniejsze na świecie, ale ja na pewno ładniejszego nie widziałam. A dlaczego odnaleźć? Bo kino zostało zasłonięte innym, niezbyt urodziwym budynkiem, także trudno je zauważyć.
Taka jest właśnie Ryga. Fascynująca, pewnie dlatego, że jej największe skarby często są ukryte za jakimiś brzydkimi budynkami. Ale są, przetrwały i nieśmiało czekają, żeby je odwiedzić. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz