wtorek, 1 marca 2011


View Larger Map


Jak widać, nasz podbój Mallorki ograniczył się tylko do kilku miejscowości. Z jednej strony nie mieliśmy za dużo czasu (żałowaliśmy pod koniec, że nie zostajemy jeszcze chociaż na 2-3 dni), z drugiej, nie udało nam się wypożyczyć auta (co, patrząc na ilość poobijanych aut na hiszpańskich drogach, można uznać za plus), więc byliśmy skazani na autobusy.
Udało nam się znaleźć bardzo tani apartament w Sóller (13 euro od osoby za noc, w nowiutkim mieszkaniu), więc nasza wycieczka skupiła się na najbliższych miejscowościach: jednego dnia udaliśmy się do przepięknego Portu, a drugiego do niezwykle malowniczych miejscowości Deia i Valldemossa. Plany mieliśmy ambitniejsze i podejrzewam, że z samochodem udałoby nam się zobaczyć słynne sanktuarium Lluc czy też Cap Formentor, najdalej wysunięty na północ punkt wyspy, z którego podobno, przy dobrej pogodzie, można dostrzeć Minorkę.
Zupełnie obca pozostaje nam wschodnia część wyspy, która według przewodników także skrywa swoje skarby. Nie da się ukryć, że na Mallorcę trzeba kiedyś wrócić na dłużej! :) 

niedziela, 27 lutego 2011

Mallorca

Nie da się ukryć, że Mallorca kojarzy się głównie z najazdem turystów zza naszej zachodniej granicy; ewentualnie z szaloną piosenką niejakiego zespołu Loft. Jednak Mallorca to nie tylko niemieccy emeryci, a już na pewno nie "extasy and motion"* ...
Podejrzewam, że latem pobyt tam może być nie do zniesienia, ale końcówka lutego wydaje się być idealnym czasem na odwiedzenie tej pięknej wyspy. Jest ciepło, słonecznie, cicho i spokojnie. No i dużo taniej niż w sezonie.

Mallorca to mała wyspa, zamieszkuje ją mniej więcej tyle osób, co Wrocław, z czego aż połowa mieszka w stolicy - Palmie. 55 tysięcy stałych mieszkańców to Niemcy, dlatego niemiecki staje się drugim językiem ulicy. Naszym sąsiadom aż tak się tam podoba, że kilka lat temu jeden z posłów zaproponował, żeby odkupić Mallorkę od Hiszpanii i dołączyć ją do Niemiec... Jak na razie się jednak na to nie zanosi, a władze podejmują pewne kroki, aby zahamować osiedlanie się obcokrajowców.

Mimo że Mallorca jest nieduża, ciężko zdecydować się, gdzie pojechać i co zobaczyć, jeśli ma się tylko kilka dni na to. Przewodniki kuszą przepięknymi widokami, wioseczkami w górach, wyjątkowymi posiadłościami w stylu mauretańskim i dzikimi plażami. Mamy poczucie niedosytu i mocne postanowienie powrotu na Baleary pewnego dnia. Tym razem postawiliśmy na trasę Palma - Sóller (pomiędzy tymi dwoma miejscowościami kursuje piękny, zabytkowy pociąg). Z Sóller udaliśmy się autobusem do przeuroczej wioski Deia i jednej z najbardziej znanych miejscowości - Valldemossy. Nie udało nam się wypożyczyć auta, jednak z perspektywy czasu w ogóle tego nie żałuję. Bilety autobusowe są naprawdę tanie, a hiszpański kierowca pędzący na złamanie karku nad przepaścią to niezapomniane przeżycie ;)

Nasz przewodnik (Baedeker, nie najgorszy) poinformował nas na samym początku, że "na Mallorce wszyscy są rozluźnieni", ilustrując to stwierdzenie zdjęciem trzech młodych mężczyzn rodem z niezapomnianych lat 80 popijających wino. Jakkolwiek śmiesznie by to nie zabrzmiało, na Mallorce naprawdę wszyscy są rozluźnieni i chociażby dlatego warto sobie zrobić tam wakacje, gdy w Polsce hula mróz :)

* tak, tak... też nie mogłam w to uwierzyć, ale oni wcale nie śpiewają "extasy emotions".