wtorek, 1 marca 2011
View Larger Map
Jak widać, nasz podbój Mallorki ograniczył się tylko do kilku miejscowości. Z jednej strony nie mieliśmy za dużo czasu (żałowaliśmy pod koniec, że nie zostajemy jeszcze chociaż na 2-3 dni), z drugiej, nie udało nam się wypożyczyć auta (co, patrząc na ilość poobijanych aut na hiszpańskich drogach, można uznać za plus), więc byliśmy skazani na autobusy.
Udało nam się znaleźć bardzo tani apartament w Sóller (13 euro od osoby za noc, w nowiutkim mieszkaniu), więc nasza wycieczka skupiła się na najbliższych miejscowościach: jednego dnia udaliśmy się do przepięknego Portu, a drugiego do niezwykle malowniczych miejscowości Deia i Valldemossa. Plany mieliśmy ambitniejsze i podejrzewam, że z samochodem udałoby nam się zobaczyć słynne sanktuarium Lluc czy też Cap Formentor, najdalej wysunięty na północ punkt wyspy, z którego podobno, przy dobrej pogodzie, można dostrzeć Minorkę.
Zupełnie obca pozostaje nam wschodnia część wyspy, która według przewodników także skrywa swoje skarby. Nie da się ukryć, że na Mallorcę trzeba kiedyś wrócić na dłużej! :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz