
Nie da się ukryć, że Mallorca kojarzy się głównie z najazdem turystów zza naszej zachodniej granicy; ewentualnie z szaloną piosenką niejakiego zespołu Loft. Jednak Mallorca to nie tylko niemieccy emeryci, a już na pewno nie "extasy and motion"* ...
Podejrzewam, że latem pobyt tam może być nie do zniesienia, ale końcówka lutego wydaje się być idealnym czasem na odwiedzenie tej pięknej wyspy. Jest ciepło, słonecznie, cicho i spokojnie. No i dużo taniej niż w sezonie.
Mallorca to mała wyspa, zamieszkuje ją mniej więcej tyle osób, co Wrocław, z czego aż połowa mieszka w stolicy - Palmie. 55 tysięcy stałych mieszkańców to Niemcy, dlatego niemiecki staje się drugim językiem ulicy. Naszym sąsiadom aż tak się tam podoba, że kilka lat temu jeden z posłów zaproponował, żeby odkupić Mallorkę od Hiszpanii i dołączyć ją do Niemiec... Jak na razie się jednak na to nie zanosi, a władze podejmują pewne kroki, aby zahamować osiedlanie się obcokrajowców.

Mimo że Mallorca jest nieduża, ciężko zdecydować się, gdzie pojechać i co zobaczyć, jeśli ma się tylko kilka dni na to. Przewodniki kuszą przepięknymi widokami, wioseczkami w górach, wyjątkowymi posiadłościami w stylu mauretańskim i dzikimi plażami. Mamy poczucie niedosytu i mocne postanowienie powrotu na Baleary pewnego dnia. Tym razem postawiliśmy na trasę Palma - Sóller (pomiędzy tymi dwoma miejscowościami kursuje piękny, zabytkowy pociąg). Z Sóller udaliśmy się autobusem do przeuroczej wioski Deia i jednej z najbardziej znanych miejscowości - Valldemossy. Nie udało nam się wypożyczyć auta, jednak z perspektywy czasu w ogóle tego nie żałuję. Bilety autobusowe są naprawdę tanie, a hiszpański kierowca pędzący na złamanie karku nad przepaścią to niezapomniane przeżycie ;)
Nasz przewodnik (Baedeker, nie najgorszy) poinformował nas na samym początku, że "na Mallorce wszyscy są rozluźnieni", ilustrując to stwierdzenie zdjęciem trzech młodych mężczyzn rodem z niezapomnianych lat 80 popijających wino. Jakkolwiek śmiesznie by to nie zabrzmiało, na Mallorce naprawdę wszyscy są rozluźnieni i chociażby dlatego warto sobie zrobić tam wakacje, gdy w Polsce hula mróz :)
* tak, tak... też nie mogłam w to uwierzyć, ale oni wcale nie śpiewają "extasy emotions".
teraz żałuję jeszcze bardziej, że się nie wybrałam w tą podróż z Tobą:)
OdpowiedzUsuń