piątek, 17 września 2010

Alesund

Z Fjaerland, po kilku drobnych przygodach, udało nam się dotrzeć do Alesund - prawdopodobnie najładniejszego miasta w Norwegii. Do początku XX wieku była to typowa osada rybaków, jednak po pożarze w 1904 roku, który strawił całą drewnianą zabudowę, a wielu ludzi pozostało bez dachu nad głową; miasto otrzymało sporą sumę pieniędzy na odbudowę, która nastąpiła, zgodnie z duchem epoki, w stylu secesyjnym.

Będąc w Alesund trzeba koniecznie wspiąć się na górę Aksla, na którą prowadzi 418 schodków. Jest to trochę męczące, ale zdecydowanie warto, widok zapiera dech w piersiach! Alesund to chyba jedno z najpiękniej położonych miast w Europie...

W Alesund lepiej schować mapę do plecaka, bo centrum nie należy do największych, także zgubić się jest naprawdę trudno. Za to warto pobłądzić w gąszczu małych uliczek, koniecznie z głową uniesioną wysoko do góry, aby móc podziwiać bogactwo secesyjnych detali na wielu budynkach starówki. Dla zainteresowanych, w mieście działa także Centrum Secesji, w którym można dowiedzieć się więcej na temat odbudowy miasta po pożarze.

Z bardziej przyziemnych rzeczy to camping znajduje się dość daleko od centrum, dworzec autobusowy posiada schowki na bagaż (ale jest otwarty tylko do 22, także nie należy o tym zapominać, bo można łatwo uwięzić swój plecak na co najmniej 8 godzin;). W przewodniku Pascala wyczytałyśmy, że życie nocne Alesund zdominowały hotele. Musi być to prawda, ponieważ po 23 miasto wyglądało na wymarłe, kawiarnie i puby świeciły pustkami, a na ulicach można było spotkać tylko kilku niedobitków wracających do domu.

Do Norwegii jeździ się raczej, aby podziwiać piękno natury, i tak jak Oslo było dla nas naturalnym przystankiem między Wrocławiem a fiordami, tak Alesund było drugim po fiordach celem całej wyprawy. Samo miasteczko jest urocze, pięknie położone, ale chyba największe wrażenie zrobiła na mnie droga z okolic Fjaerland do Alesund. Co chwilę żałowałam, że jedziemy autokarem i nie możemy zatrzymać się, aby porobić zdjęcia...

O mało nie zapomniałam dodać, że w tym pięknym mieście spotkałyśmy przemiłego Polaka, Lubomira, który od 5 lat jest taksówkarzem w Alesund. Widać, że brakowało mu kontaktów rodakami (co jest chyba dość dziwne?), więc udzielił nam wielu rad i pokazał McDonald'a (na którego byłyśmy skazane, ponieważ w niedzielę wszystko inne było zamknięte). 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz