czwartek, 16 września 2010

Fjaerland - norweskie miasto książki.

Nasz kolejny przystanek to Fjaerland, bajecznie położona wioseczka, znana też jako Norweskie Miasto Książki. Ma 350 mieszkańców, 12 antykwariatów, a regały z książki są wystawiane na ulicy. Książki kosztują mniej więcej od 5 do 30 zł, oprócz literatury w języku norweskim można tam znaleźć wiele pozycji po angielsku, niemiecku oraz innych językach. Z Fjaerland warto przejść się, żeby zobaczyć lodowiec. (wycieczki na lodowiec są niestety dużo bardziej skomplikowane, organizowane przez jedną firmę i dość drogie). 3 km od wioski znajduje się tani camping, ale jeśli miałabym tam nocować bez zastanowienia wybrałabym nocleg na dziko!

Szczególnie miło wspominam i polecam wizytę w jednym z antykwariatów, w którym mieści się także kawiarnia. Można tam napić się dobrej kawy (którą właściciel po 17 zaproponował nam za darmo), zjeść dobre ciasto albo tosta. Tutaj też zobaczyłam chyba najstarszy funkcjonujący terminal do kart w Norwegii... Cała operacja polegała na prasowaniu karty; okazało się, że moja jednak się do tego nie nadaje i musiałam zapłacić gotówką (pożyczoną od P., bo w Fjaerland nie ma bankomatów).

Z Fjaerland planowałyśmy dostać się do Geirangerfjord (przeczytałyśmy, że to najpiękniejszy norweski fiord), jednak w związku z pomyłką pani w informacji turystycznej znalazłyśmy się początkowo w miejscowości Skei, skąd złapałyśmy stopa (starsze małżeństwo, które nie mówiło za bardzo po angielsku). Zostałyśmy podwiezione nie do końca tam, gdzie chciałyśmy i w efekcie wylądowałyśmy w autokarze do Alesund, ale to już inna historia...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz