piątek, 17 września 2010

Bergen, miasto deszczu

Pascal donosi, że w Bergen pada 250 dni w roku, a ja złośliwie dodaję, że przez resztę jest pochmurno. Po pięknym, słonecznym i ciepłym Alesund przeniosłyśmy się do brudnego (!, naprawdę, wszędzie mnóstwo śmieci), zachmurzonego, deszczowego i zimnego Bergen. Było nam tak niemiło, że cały czas psioczyłyśmy na to miasto, chociaż teraz, z perspektywy czasu muszę przyznać, że zwiedzenie bramy do krainy fiordów nie jest pozbawione  sensu.

Miejscem godnym polecenia jest pewne zapomniane przez przewodniki osiedle domków jednorodzinnych (w okolicy Instytutu Prawa, ciężko mi to miejsce lepiej zlokalizować, bo szczerze mówiąc trafiłyśmy tam zupełnie przez przypadek). Niewątpliwie warto się przespacerować po okolicy, z dala od turystów, w ciszy i spokoju, marząc o jednym z takich domków dla siebie i zastanawiając się jak w tak pochmurnym mieście rosną takie piękne kwiaty.

Nie mamy pojęcia, gdzie można by zjeść coś dobrego w Bergen albo gdzie spać, ponieważ spędziłyśmy tam tylko kilka godzin, wieczorem miałyśmy pociąg do Oslo. (w nocnych pociągach w Norwegii każdy pasażer dostaje kocyk, dmuchaną poduszkę, stopery do uszu i to coś na oczy, nigdy nie wiem, jak to się nazywa).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz